Grypa

; kategorie: raptularz opowieści

Ból głowy. Poczucie ogólnego osłabienia. Ból mięśni pomimo braku większego wysiłku w ostatnich dniach.

Wirus grypy

„Nadchodzi sezon zachorowań na grypę. Kiedy jesteś chory, nie przychodź do biura i nie zarażaj. Kiedy siedzisz w domu, nie pracuj. Zrelaksuj się i odpoczywaj.”

No dobrze… tylko właściwie dlaczego mam nie pracować? Mam sprawne ręce i dobrze widzę, w czym problem? Przecież nie jestem kierowcą autobusu ani operatorem dźwigu, żeby np. mój opóźniony refleks mógł spowodować jakiś wypadek. Ale OK, piszą że mam nie pracować, to nie będę. Zgłosiłem że jestem chory i zostałem w domu.

Trudno było mi jednak jakoś usiedzieć nic nie robiąc. Miałem akurat wideo do zmontowania, więc dlaczego go nie zmontować?

Montowanie wideo, przynajmniej takie jakie miałem do zrobienia, nie jest jakąś szczególnie trudną rzeczą. Gadające głowy. Jedna ścieżka wideo, trzy ścieżki audio. Kiedy się już pozna narzędzie, montowanie polega głównie na uważnym słuchaniu kto co mówi, wycinaniu niepotrzebnych kawałków prezentacji i wyciszaniu niepotrzebnych ścieżek audio w odpowiednich momentach. Jedyna rzecz na którą trzeba uważać, to synchronizacja wszystkich ścieżek. Brzmi prosto.

Po trzech godzinach byłem już dobrze za połową. Miałem po drodze trochę komplikacji, na przykład wydajnościowy problem z funkcją undo praktycznie uniemożliwiający korzystanie z niej. Szukałem pomocy na kanale IRC #blender, tam radzili mi żeby ściągnąć program z ich strony internetowej zamiast tego spaczkowanego w Ubuntu. Były to jednak tylko jakieś tam drobne komplikacje, które ostatecznie nie stanowiły żadnego poważnego problemu który mógłby zagrozić zadaniu jako całości.

Zacząłem jednak mieć jakieś takie bliżej nieokreślone poczucie, że coś jest nie tak. W pewnym momencie zauważyłem że w ścieżce wideo, na której są pokazywane slajdy, widać zupełnie nie ten slajd co trzeba. I to nie przez chwilę, co można by wytłumaczyć tym że ktoś szybko przerzucał slajdy żeby znaleźć właściwy. Slajdy były po nie te co trzeba. Rozszerzyłem widok na cały projekt i zrozumiałem: ścieżka wideo była kompletnie rozsynchronizowana z audio; mało tego, wszystko było już pocięte na małe kawałeczki, tak że już nie można było w żaden prosty sposób odzyskać synchronizacji. Trzeba było na nowo pociąć ścieżkę wideo na podstawie ścieżki audio i wszystko powstawiać we właściwe miejsca. To, albo wszystko wyrzucić i zacząć od nowa.

Jednym ze źródeł problemu jest być może jedna z funkcji interfejsu Blendera – nieintuicyjna, lub zbyt łatwo o nią niechcący zawadzić. Jednak problem był też po mojej stronie: sygnały ostrzegawcze widziałem już od samego początku, i je wszystkie konsekwentnie zignorowałem, aż było za późno. Miałem przed sobą wszystkie informacje potrzebne do tego żeby zauważyć problem i mu zaradzić. Wystarczyło tylko pomyśleć. Pomyśleć o tym co widzę, i o konsekwencjach tego co robię. Widziałem te szare paski, których nie widziałem wcześniej i myślałem: „E tam, pewnie jakiś artefakt interfejsu użytkownika. Dociekać, co to jest? Nieeeee… nie mam na to siły. Ja chcę tylko zmontować moje wideo.”

Gdyby wszystko było w porządku, po staremu, gdyby nic się nie wydarzyło szczególnego, nieprzewidzianego, bardziej złożonego, być może zmontowałbym całe wideo bez kłopotów. Ale nie na tym rzecz polega. Żeby dobrze wykonać swoją pracę, trzeba nie tylko umieć wykonać nauczoną sekwencję czynności które mają dać zamierzony efekt. Żeby dobrze wykonać zadanie, trzeba też radzić sobie z nieprzewidzianymi okolicznościami.

Zostawiłem więc ten montaż do czasu aż mi przejdzie grypa.

I gdybym miał tak pracować, jak montowałem to wideo… jestem bardzo zadowolony że nawet nie próbowałem.

Komentarze

  • hcz (2013-02-09 21:38:55):

    Ja trzy lata temu zacząłem kąpać się w przeręblach. Nie pamiętam już co to grypa…