Łaska

; kategorie: sceptycyzm

Lubię się przyglądać jak chrześcijańska teologia usiłuje rozwiązać problemy z koncepcjami którymi obraca.

Na przykład, kwestia miłowania. Aby zostać zbawionym/ą, należy boga chrześcijańskiego miłować. Z drugiej strony, należy się go bać, bo jeżeli go miłować nie będziemy, to czeka nas wieczysta męka w piekle. Czy jednak można kochać ze strachu? Czy będzie to prawdziwa, szczera miłość? Mamy problem.

W tej sytuacji, wedle teologów najlepiej nieco zagmatwać i zaciemnić obraz, żeby problemu po prostu nie było dobrze widać.

Oto jak sobie z tym poradził Augustyn: owszem, bać się go należy. Ale ze strachu nie miłujemy. To co robimy ze strachu, to modlitwa: modlimy się o (uwaga) łaskę boską, która sprawi że nagle zaczniemy naszego boga chrześcijańskiego miłować ze szczerego serca.

Sprawa sprowadza się do problemu powodowania. „Miłość ze strachu” to powodowanie w trybie warunku dostatecznego, więc wprowadzenie łaski jako dodatkowego warunku, również dostatecznego, zmienia sytuację na „strachu równie dobrze mogłoby nie być, bo łaska aby miłować wystarczy”.

Tak jak w informatyce: nie ma problemu którego nie dałoby się rozwiązać poprzez wprowadzenie dodatkowej warstwy abstrakcji. „Strach → miłość” źle? Nie ma sprawy, załatamy: „Strach → modlitwa → łaska → miłość”. Voila!

Komentarze

  • sprae (2012-04-28 07:56:16):

    Mi się wydaje to proste. Miłość dlatego bo dostajesz lepsze życie i obietnice zbawienia (dla chrześcijan za darmo). Strach dlatego bo Bóg jest sprawiedliwy i karze nieuchronnie za różne występki (ale dla naszego dobra). To jak uznanie dla ojca, nauczyciela, czy szefa, który na początku był surowy, ale dzięki temu wyszedłeś na kogoś lepszego, mądrzejszego lub pracowitego. Na początku wydaje się to złe, ale jak przynosi owoce to zaczynasz być wdzięczny i rozumiesz że to miało swoją wartość.
    Oczywiście odróżniam tu surowość wynikającą z frustracji i taka wynikającą z troski.
    Proste?

    PS.
    W prostych słowach.
    Aby zostać zbawionym wystarczy wierzyć w Jezusa.

  • Dandys (2012-04-28 09:15:10):

    Widzę, że powstaje tu chrześcijański blog. Co dwa dni wpis o tej religii. :)

  • 3B| (2012-04-28 09:16:29):

    A ja lubię się przyglądać byłym harcerzom, którzy bardziej interesują się harcerstwem niż Ci, którzy jeszcze są harcerzami :)

  • Automaciej (2012-04-28 09:39:41):

    sprae, ojciec może nam dać klapsa, ale nie skaże nas na nieskończone cierpienie przez wieczność. Chrześcijanie boją się przede wszystkim tego: piekła. Czy masz zamiar powiedzieć: „no, wtrącił mnie do piekła, ale z perspektywy czasu widzę że dobrze zrobił”.

  • yacoob (2012-04-28 12:37:38):

    A Ty zając dalej nie przeczytałeś Chianga. Tam jest dokładnie o tym opowiadanie. :)

  • michal (2012-04-28 13:16:37):

    Miłość i strach, hmmm, to takie boskie BDSM? “No owieczko klękaj mi tu zaraz. Lubisz jak twój tatuś tak robi, prawda. Boli, to dobrze. Boisz się takiego ojczulka, kiedy ojczulek robi takie rzeczy. Krzycz, no dalej krzycz. Powiedz moje imię (ale nienadaremno), jak mam na imię szmato! Kochasz jak to robię? Kochasz. Teraz powiedz jak mnie kochasz….” Voila, strach i miłość jednocześnie! Da się? Da! :)

  • 3B| (2012-04-28 13:19:16):

    @michal:
    Trochę zryta wypowiedź. Jak sam będziesz miał dzieci to zrozumiesz dlaczego.

  • sprae (2012-04-28 17:29:15):

    Automaciej: Wydaje mi się, że będąc chrześcijaninem dość ciężko trafić do siarki (jest na to kilka sposobów, ale ich nie przytoczę). Taki paniczny strach przed zachowaniem to raczej domena średniowiecza.

    Dziś, kiedy każdy ma dostęp do źródeł - wiadomo, że nikt nie jest bez grzechu. Dlatego Jezus “załatwił” wierzącym ich automatyczne anulowanie za wiarę.

  • kasiaro (2012-04-28 20:04:29):

    Coś tu za bardzo zakręciłeś ;)

  • Kaczka (2012-04-28 20:35:57):

    ojciec może nam dać klapsa, ale nie skaże nas na nieskończone cierpienie przez wieczność.

    Ale to cierpienie to po prostu oddzielenie od Boga. Oddzielenie tych, którzy Bogu powiedzieli NIE. Piekło ma klamki od środka. Zamykają się w nim ludzie, którzy po prostu odrzucają miłość Boga. A że Bóg dał nam wolną wolę, to respektuje decyzję i nie ciągnie do nieba (czyli do jedności ze sobą, Bogiem) tych, którzy tam nie chcą iść.

    Musisz odróżniać Boże prowadzenie na ziemi, gdzie Bóg prowadzi ludzi tak, jak jest dla nich najlepiej, od tego, gdzie trafimy po śmierci. To dwie sprawy.

    Bóg nam przebacza potknięcia i uchybienia (słowo grzech pochodzi gdzieśtam w oryginale od słowa ,,chybienie”), tak jak ziemski ojciec przebacza dziecku jego uchybienia. Ale jak dziecko powie ,,stary, nie chcę cię znać, ić se w piiiiii”, to wybiera samodzielnie odłączenie od ojca. I na tym polega właśnie piekło. Na tym, że Bóg mówi ,,niech będzie wola twoja, nie chcesz mnie znać, więc OK, zamknij się w piekle odłączenia ode mnie”.

  • torero (2012-04-28 20:44:19):

    A ja się będę upierał, że taką argumentacją można strywializować każdą miłość. Miłość dzieci do rodziców nie ma prawa być czysta i nieinteresowna, bo dzieci wiedzą, że w razie czego dostaną w skórę / szlaban na komputer /etc. Miłość mężczyzny i kobiety nie ma prawa być bezinteresowna, bo jak wiadomo nam to tylko jedno w głowie. Itd, itp. Piekło bądź jego brak to tylko “element skalujący”, a nie jakakolwiek różnica jakościowa w porównaniu.

  • tatar (2012-04-30 11:19:55):

    Wystarczy tylko zmienić znaczenie słów; piekło już nie jest piekłem, tylko jakimś niemiłym stanem, despotyzm nazwiemy troską i sprawa załatwiona.
    Po diabła głębsza refleksja, wątpliwości. Przecież nie o to chodzi.