Gdybym się nie interesował, nie napisałbym o tym

; kategorie: dywagacje sceptycyzm

Są dwie definicje powodowania: A powoduje B wtedy, kiedy (1) „wystąpienie A zawsze pociąga za sobą wystąpienie B” lub (2) „niewystąpienie A zawsze pociąga za sobą niewystąpienie B”.

Innymi słowy, albo wtedy kiedy A jest warunkiem dostatecznym, albo kiedy jest warunkiem koniecznym. Potencjalnie jednocześnie obydwoma, ale w praktyce wystarza nam jeden z tych dwóch warunków aby powiedzieć “B ponieważ A”. W różnych sytuacjach stosujemy różne definicje, rzadko kiedy informując rozmówcę, o której definicji używamy w danym momencie.

Na przykład, mówimy „chodnik jest mokry, ponieważ padał deszcz”. Brzmi rozsądnie. A co jeżeli również przejechała polewaczka? Wciąż możemy powiedzieć o deszczu jako powodzie mokrości chodnika. A przecież gdyby deszcz nie padał, chodnik i tak byłby mokry, więc deszcz nie miał właściwie żadnego znaczenia.

Ten sam tok myślenia możemy zastosować do polewaczki: gdyby polewaczka nie przejechała, chodnik i tak byłby mokry. Polewaczka nic więc tutaj nie zmienia.

Czy oznacza to, że ani polewaczka,ani deszcz nie spowodowały tego że chodnik jest mokry? Na intuicję, jednak spowodowały.

Nie mamy jednego spójnego rozumienia tego pojęcia. W zależności od kontekstu skaczemy pomiędzy jednym i drugim. Szkoda, nie? Ileż dyskusji utyka, dlatego że dwie osoby inaczej rozumieją „dlatego, że”.

Komentarze

  • Automaciej (2012-04-28 07:04:58):

    Łaska

    Lubię się przyglądać jak chrześcijańska teologia usiłuje rozwiązać problemy z koncepcjami którymi obraca.

    Na przykład, kwestia miłowania. Aby zostać zbawionym/ą, należy boga chrześcijańskiego miłować. Z drugiej strony, należy si[…]