Struktura Wszechświata, analiza

; kategorie: dywagacje sceptycyzm

Jeżeli udało mi się kogoś przekonać do teorii inteligentnego spadania, jest mi bardzo miło, ale to że coś jest miłe, wcale nie oznacza, że koniecznie musi być dobre.

Teraz pora na drugą część planu: wyjaśnienie!

Pierwotnie miałem pisać o czymś zupełnie innym. Ale pojawiło się coś, o czym po prostu trudno mi nie nie napisać.

Od samego początku zaczynam wprowadzać czytelnika w sugestywny stan, rzucając niezrozumiałe rzeczy. Miałem pisać o czymś innym? O czym? Czytelnik nie może wiedzieć, ale mimo to próbuje się domyślić.

Rozmawiając z ludźmi na temat religii, a ostatnio zdarzało mi się to dość często, stawałem zawsze po stronie braku wiary, dyskutowałem, argumentowałem, najczęściej dość nieustępliwie. Podczas tych rozmów powoli zaczynałem sobie uświadamiać, że chyba jednak nie do końca wierzę w to, co mówię.

Kolejna porcja sugestii. Rzucam takie słowa jak „nieustępliwość” z negatywną konotacją, a na koniec wprowadzam nutę zwątpienia, niby opisując siebie samego, ale tym samym infekuję tym zwątpieniem biednego czytelnika.

Ideologia ateizmu wydaje się prosta. Nie ma dowodów, nie ma Boga, koniec, kropka. Ale zastanówmy się przez chwilę. Popatrzmy na świat naokoło. Dlaczego właściwie tu jesteśmy? Dlaczego świat w ogóle istnieje? Czy mógł się wziąć z niczego? Nagle tak po prostu, wielkie bum pośrodku nicości? Samo z siebie? Niewyobrażalnie wielka masa materii, plazma o nieprawdopodobnie wysokiej temperaturze, która zapoczątkowała istnienie wszystkiego, pojawiła się tam ot, tak po prostu?

Pierwsza porcja bełkotu. Nie ma czegoś takiego jak „ideologia ateizmu”, na przykład. Dalej, sugestia aby się „zastanowić”, i dalsze próby przepełnienia bufora.

Jeszcze uwaga na marginesie. Stephen Hawking twierdzi, że świat może się spontanicznie stworzyć z niczego. Druga, że w pytaniach o „początek wszystkiego” jest ukryte założenie, że jest możliwe, żeby świat nie istniał. A wcale nie jest to oczywiste.

My, jako ludzie, istoty myślące, mamy pewne intuicje. Intuicje, które są często wyśmiewane, albo odrzucane, albo zamiatane pod dywan. Tak jakby były niestosowne, albo nieistotne, albo błędne, albo w ogóle nie powinniśmy ich mieć. Próbujemy się ich pozbywać. Ale one powracają! Może jednak nie powinniśmy ich dyskryminować? Chyba sam fakt, że je mamy, o czymś jednak świadczy, prawda?

Ten fragment można sobie interpretować, jak się chce. Tekst jest naumyślnie napisany w bardzo ogólny i mętny sposób, tak żeby każdy czytelnik mógł sobie wstawić tutaj, co mu się podoba. Prawdopodobnie będzie to coś, z czym on sam się identyfikuje i co jest dla niego ważne. Na koniec sugestia, że to „coś” świadczy „o czymś”, ale nie ma żadnego konkretu. I bardzo dobrze, bo najmniejszy konkret mógłby zepsuć zabawę, sprawić że czytelnik odkryłby, że to blef.

Ale nawet jeżeli nie będziemy zwracać uwagę na intuicje, możemy po prostu patrzeć na dowody których dostarcza nam świat. Po pierwsze, że on w ogóle jest. Po drugie to, jaki jest. Weźmy chociaż bardzo prosty fakt, że jakoś trzymamy się powierzchni Ziemi i nie odlatujemy w kosmos. Teoria Newtona mówi, że każdy człowiek jest przyciągany w kierunku środka ciężkości Ziemi. Rzeczywistość jest jednak trochę bardziej skomplikowana. Wprowadzimy proste pojęcie:

Atom.

Człowiek, który nie odlatuje w
kosmos.

Dalej, obrazek opisałem „Człowiek nie odlatujący w kosmos”, mogłem się powtrzymać, ale nie chciałem…

Przypatrzmy się bliżej, jak to naprawdę wygląda. Zarówno człowiek, jak i Ziemia, składają się z malusieńkich elementów, czyli atomów. Nie można już mówić o tym, że to „Ziemia przyciąga”, bo widzimy już tylko zbiór atomów. Można sobie to wyobrazić mniej więcej tak:

Rozmiary atomów nie są oczywiście w skali, ale przynajmniej widać zasadę. Teraz, przyciąganie pomiędzy człowiekiem i Ziemią to tak naprawdę przyciąganie pomiędzy atomami z których składa się człowiek i atomami, z których składa się Ziemia. Właściwie, to każdy atom Ziemi przyciąga każdy atom człowieka. (Nie byłem w stanie narysować wszystkich strzałek, bo nic już by się nie dało zobaczyć.)

Skąd pomysł, żeby grawitacja działała na zasadzie pełnego grafu, czyli każdy- z-każdym, nie mam pojęcia. Wymyśliłem to, o dziwo, na trzeźwo, więc chyba muszę być nieźle zakręcony. Te akapity mogę podsumować jako pseudonaukowy bełkot.

Interesująca jest liczba atomów, która bierze udział w tym zjawisku. W ciele człowieka jest ich około 7 × 1027, natomiast na kuli ziemskiej jakieś 1.3×1050. Żeby policzyć ile oddziaływań naraz nam to daje, mnożymy te dwie liczby przez siebie.

Liczba ta wynosi 9.1 × 1077, czyli jest to dziewiątka, za którą stoi siedemdziesiąt siedem zer: 910, 000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000, 000,000,000. Jest to niewyobrażalnie duża liczba, a właśnie tyle oddziaływań naraz ma miejsce pomiędzy ciałem człowieka i Ziemią. Skąd każdy atom wie, na ile powinien być przyciągany? Skąd atom wie, gdzie są inne atomy i jaka powinna być siła z którą atomy będą próbowały się do siebie zbliżać? Sama wymiana tej informacji pomiędzy tyloma atomami naraz, każdy z każdym, wymagałaby nieprawdopodobnej przepustowości kanału informacyjnego, tak dużej, że cała przepustowość współczesnego Internetu razem wzięta nie pokryłaby nawet ułamka tego zapotrzebowania.

Przyznaję się tutaj do lekkiej uszczypliwości pod adresem Jacka, który ostatnio mówił o koncepcji „świat jest informacją”. Nieźle przy tym chichotałem…

(Czy atomy chcą być antropomorfizowane?)

Idąc dalej, właściwie nie można wysnuć innego wniosku,

Ha! Nie wiem X, zatem Y! Teoria „inteligentnego projektu”, „energie używane przez uzdrowicieli”, Bóg ciemnych miejsc, i wszelkie inne „mistycyzmy” usiłują używać tego rodzaju argumentów.

Kto powiedział, że mamy prawo wszystko wiedzieć? Nauka potrafi przynajmniej przyznać się do tego, że czegoś nie wie. Naukowcy, jeżeli czegoś nie wiedzą, prowadzą żmudne i rygorystyczne badania, żeby móc w końcu powiedzieć: udowodniliśmy. Żaden naukowiec nie powie, że „wiedza mu się należy”.

jak ten, że to po prostu nie ma prawa działać. Jest to najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Zorganizowanie prawidłowego działania tak wielu atomów naraz po prostu nie może się odbywać samo z siebie; wysiłek który jest potrzebny do tego żeby utrzymać cały ten system w kupie jest tak wielki, że to nie może się dziać tak po prostu. Musi istnieć coś więcej, jakaś wyższa siła, która trzyma to wszystko razem i nadaje temu sens.

Kolejny błąd w rozumowaniu: dlaczego mają być niby tylko dwie możliwości? A może jest inna, druga, trzecia, czwarta, setna możliwość?

Druga rzecz, jaki „sens”? Przecież to jest pojęcie z zupełnie innej sfery. Ale to nie szkodzi, czytelnik który już „uwierzył” w „swoje intuicje”, a następnie dostał dawkę bełkotu pseudopopularnonaukowego, powinien łyknąć ten „sens” bez mrugnięcia okiem.

Struktura Wszechświata na zawsze pozostanie tajemnicą.

Kolejne, ostateczne odwołania niewiedzy, mające przypieczętować wniosek i zamknąć usta tym, którzy twierdzą że coś wiedzą. Tak na wszelki wypadek.

Początek pisało mi się bardzo trudno, przede wszystkim dlatego, że nie jestem przyzwyczajony do pisania takich bzdur. Potem, kiedy doszedłem do grafów i człowieczka z atomów, nie mogłem powstrzymać się od chichotania…

Komentarze

  • Zal (2008-04-06 16:49:23):

    Alleluja! ;]

    Ciekawe doświadczenie i to z moim ulubionym bóstwem w roli głównej.

  • Aciddrinker (2008-04-06 17:01:26):

    Ech… kolejny bełkot ateisty :/

  • Bioły (2008-04-06 18:49:22):

    Aciddrinker: już nie raz Ci pisałem, że to, że czegoś nie potrafisz pojąć, to nie oznacza, że nie jest to prawdą. Otwórz oczy, czasem pomaga.

  • Aciddrinker (2008-04-06 23:18:45):

    Za wiele prania mózgów w postaci „Zeitgeistów” i innych śmieci…