Wizyta w Google

; kategorie: życie informatyka irlandia

Budzik był nastawiony na 8:30, ale obudziłem się wcześniej. Dzień zaczął się deszczowo i niezbyt zachęcająco. Zdecydowanie wolałbym jechać do Google pod niebieskim niebem, z ewentualnymi cumulusami tu i ówdzie, ale skoro inaczej się nie da, trudno, pojadę i w deszczu. Taksówką.

Ostatnio staram się rozmawiać z ludźmi, dowolnymi. Niektórzy myślą że jest to coś co „albo się ma albo nie”, że albo się umie nawiązywać kontakty, albo nie. Stwierdziłem że jest to umiejętność jak każda inna i postanowiłem ją poćwiczyć. Z dublińskimi taksówkarzami, widzicie, jest pewien problem. Mają tak silny akcent, że czasami jest trudno ich w ogóle zrozumieć. Jeżeli jesteście w Dublinie i chcecie usłyszeć silny akcent, wsiądźcie do taksówki. Druga sprawa, to… czy taksówkarze w ogóle chcą rozmawiać? Wyobraźcie sobie faceta który cały dzień jeździ po mieście w korkach, w jakim on musi być nastroju… a do samochodu pakują mu się co i rusz różni ludzie i plotą, prawdopodobnie, głupoty. Taksówkarze naprawdę muszą mieć ludzi po dziurki w nosie. Kiedy klient wsiada do samochodu, taksówkarz myśli sobie: „No to o czym dzisiaj będą mi prawić? Znowu o pogodzie?” I po co rozmawiać z przypadkową osobą której się prawdopodobnie nigdy więcej nie spotka?

Jednak ludzie lubią rozmawiać. To właśnie ostatnio wbijam sobie do głowy, kładę łopatą: ludzie lubią rozmawiać. Nawet taksówkarze. Jeżeli się siedzi cicho, taksówkarz też nie nie mówi niczego. Czy taksówkarze mają takie zalecenie? Być może. Ale jeżeli się zagai, taksówkarze się otwierają i zaczynają opowiadać. O GPSie, o tym czy lepiej jest jeździć korporacyjną taksówką, czy własną (i być zrzeszonym), o tym jakich klientów można trafić w sobotę o 4:00 rano.

Kolega mówił mi, że przychodzenie wcześniej irytuje potencjalnych pracodawców, więc spędziłem 20 minut w pobliskiej kawiarence i dokładnie o czasie stanąłem w drzwiach. Wydrukowałem sobie plakietkę gościa.

Siadając na kanapie zobaczyłem drugiego chłopaka, który patrzył na mnie trochę „z ukosa”. A może tylko mi się wydawało. „Ludzie lubią rozmawiać” ― przypomniałem sobie swoją mantrę i zagaiłem typowym „howyadoin’?” Aż się zdziwiłem, jak szybko chłopak się rozchmurzył, odpowiedział i zaczęliśmy rozmawiać. Francuz. Tak, to jest międzynarodowe miejsce.

Chyba jedyna osoba z Irlandii z którą rozmawiałem w Google to Etaoin. Nie pytajcie jak się to wymawia. Poza tym rozmawiałem z drugim Francuzem, Niemcem, Amerykaninem i Australijczykiem. Ten ostatni miał strasznie fajny, mocny australijski akcent. Jeżeli oglądaliście Strictly Ballroom to wiecie, o co chodzi. Lunch z kolei jadłem z Urugwajczykiem.

Wizyta, tak właściwie mogę to nazwać, bo było to coś więcej niż tylko „rozmowa o pracę”. Najpierw trzy rozmowy, potem lunch w towarzystwie kolejnej osoby, na koniec kolejne dwie rozmowy. Cała wizyta minęła niesamowicie szybko, to chyba jeden z najkrótszych moich dni w Irlandii.

Podczas przerwy na lunch miałem okazję obejrzeć samą firmę. Google zajmuje cały budynek. Nie widziałem wszystkiego, mogę opisać tylko to co widziałem. Przestrzeń w której ludzie pracują to pomieszczenie wielkości sporej sali gimnastycznej, tylko niższe, wysokości jednego piętra. Przylega do niego drugie, mniejsze pomieszczenie z kuchnią, stołem do ping-ponga, piłkarzykami i czymś jeszcze, co nie wiem jak się nazywa.

Socjalizować się można w jeszcze jednym miejscu, czymś w rodzaju wielkiego świetlika w centrum budynku. Są tam kanapy i duże kolorowe piłki. Kiedy tam zajrzałem, siedziało tam i rozmawiało około dziesięć osób.

Lunch był za darmo, na zasadzie szwedzkiego stołu. Był duży wybór potraw, w tym wegetariańskich (oznaczonych gwiazdką) i nawet wegańskich (z dwoma gwiazdkami). Uraczyłem się bakłażanami nadziewanymi kuskusem, makaronem z parmezanem i pieczonym kartoflem w mundurku. Do tego sałatka i kawałek sera brie. Pycha. Dobrze że trafiałem widelcem do ust bo po pierwszych trzech rozmowach byłem już nieźle zakręcony.

Rozmowy wyglądały tak, że inżynier przedstawiał jakiś problem i pytał jak bym go rozwiązał. Problem był najczęściej prosty, więc podawałem rozwiązanie. Wtedy następowało pytanie: Kiedy to może nie zadziałać? Od tego momentu było wchodzenie w detale. Na pewno jesteście ciekawi szczegółów, ale powstrzymam się tych opowieści, bo jeżeli podałbym pytanie i rozwiązania, stwierdzilibyście jedno z dwóch: „e, spoko, wpadł(a)bym na to” albo „o, tego bym nie wiedział(a)”. Ale to nie jest to, co jest istotne podczas rozmów. Inżynierowie patrzą bardziej na to, w jaki sposób się szuka rozwiązania, jakie pytania dodatkowe się zadaje, w jaki sposób się myśli i wnioskuje. Znalezienie ostatecznej odpowiedzi jest pewnie w jakiś sposób istotne, ale nie jest najważniejsze.

Gdybyście znali od razu odpowiedź na zadane pytanie, inżynier zaraz przejdzie do następnego i będzie tak długo szukał aż znajdzie coś czego nie wiecie.

Na koniec spotkała mnie miła niespodzianka: dostałem trochę Googlowych gadżetów. Nawet jeżeli nie dostanę tej pracy, będę miał fajną pamiątkę. Odpowiedź powinienem mieć pod koniec przyszłego tygodnia.

Komentarze

  • coldpeer (2007-06-22 13:29:15):

    A jakie to gadżety? Podkładki pod mysz, przypinki z logiem? :)

  • wentuq (2007-06-22 13:32:52):

    Trzymam kciuki, gorąco kibicuję i mam nadzieję że blog będzie prowadzony w ten sam sposób gdy będziesz pracował w Google lub nie(ja myślę że będziesz)

  • zen (2007-06-22 13:55:36):

    Z rozrzewnieniem wspominam impreze, na ktorej bylem w googlowej kantynie (ktora nota bene jest zdaje sie na innym pietrze). Alkohol za darmo, bardzo dobre jedzenie. Kelnerami byli oczywiscie Polacy ;), ale wsrod googlersow byl Wanted

  • Piotr Konieczny (2007-06-22 14:09:46):

    Dzieki Marcinowi, udalo mi sie kiedys pstryknac pare fotek z dublinskiego googlepleksu. Poznajesz cos, czy duzo sie pozmienialo? :)

    http://blog.konieczny.be/2006/09/17/googleplex-dublin-fotorelacja/

    AFAIR, obok budowali kolejny budynek.

  • Walker (2007-06-22 14:37:56):

    No to świetnie. Życzę powodzenia i mam nadzieję, że Cie wezmą.

    Może zarzucisz pare fotek z tymi gadżetami ;) ?

  • Seban (2007-06-22 15:24:32):

    No ja przeważnie na swoje rozmowy stawiałem się wcześniej – tak to jest jak się dojeżdża pociągiem i ma się już dość czekania. A ostatnie dwie to już maksymalnie skrócone. A G. widzę rozmowa jest wieloetapowa i trwa długo. Ma to swoje plusy. Życzę pozytywnej odpowiedzi.

  • pascon (2007-06-22 16:09:39):

    Rozmowy były przeprowadzane z różnymi inżynierami zajmującymi się innymi rzeczami? Życzę powodzenia.

  • Wanted (2007-06-22 23:49:26):

    No miło poczytać o swojskich klimatach. „Za moich czasów” nie było niestety gadżetów i lunchu dla kandydatów — widzicie jak macie dobrze teraz?

    W przypadku tego Australijczyka domyślam się o kogo chodziło – Don(ovan)?

    A Urugwajczyk to w ogóle mój były kolega z zespołu, gdybym wiedział to przekazałbym pozdrowienia.

    Z taksiarzami w Dublinie mi się bardzo miło rozmawiało, choć fakt, że jak się nie zagai to rzadko rozpoczynają sami. Co do akcentów to i tak jest duuuużo lepiej niż w Szkocji.

  • GiM (2007-06-23 16:45:37):

    życzę najlepszego, mam nadzieję, że się uda :)

  • Automaciej (2007-06-24 02:52:37):

    @coldpeer, Walker: Gadżety są fajne jak są własne! Ważne jest nie tyle jakie one są, ale co znaczą; dla mnie są dowodem że tam naprawdę byłem. Kiedy następnego dnia obudziłem się rano, natychmiast pobiegłem, a właściwie zjechałem po kręconych schodach na dół, żeby sprawdzić czy tam jeszcze są. I były. Żeby Wam też pokazać że są, zrobiłem zdjęcia świecących przypinek, do roweru w nocy. Jeżeli chcecie, możecie mnie poprosić o zrobienie zdjęcia przypinki z podanym przez Was tekstem żeby mieć pewność że nie ściągnąłem zdjęcia z Internetu. ;-)

    @Piotr Konieczny: Teraz jest bardziej przestrzennie, więcej miejsca pomiędzy stołami i większe odległości pomiędzy stanowiskami; to w stosunku do zdjęcia z flagą. Pozostałych widoków nie widziałem, być może dlatego że niedawno zrobili tam potężne przemeblowanie.

    @pascon: Tak, każdy inżynier pytał z innej dziedziny. Lista pytań natomiast była globalna, żeby pytania się nie powtarzały.

    @Wanted: Tak, Donovan! Urugwajczyk miał na imię Mario. W Google pracują ponoć 4 osoby z Urugwaju co daje im o wiele większą reprezentację w Google niż Polacy (liczba osób pracujących w Google kontra liczba mieszkańców kraju).

    @pozostali: Dzięki za życzenia! :-)

  • kasia (2007-06-26 11:14:19):

    trzymam kciuki :)

  • automaciej (2007-09-09 04:21:46):

    Autonoogler

    Kładąc rękę na drzwiach, nie byłem pewien, czy będę w stanie je otworzyć pchnięciem, czy też ręka zawiedzie i wpadnę na drzwi. Na wszelki wypadek popchnąłem pół ręką a pół biodrem. Tak to jest, jak się idzie na siłownię pierws[…]